Imprezkę miałem w pracy - jeden z pieców w sąsiedniej hali się zapalił, więc najpierw wszystkich wyrzucili na zewnątrz, po godzinie gaszenia (a dla nas stania na mrozie i wietrze przy gradzie z deszczem) łaskawie pozwolili ukryć się w kantynie.
Tak czy inaczej, 4 godziny opi*rdalania się i picia kawy z automatu.
Jak jutro mi się zachce, to może wrzucę jakeś zdjęcie. Jak mi się zachce z telefonu foty zrzucić.
====================
Teraz wieczorna

przedsenna.