Byłem na "Różańcu do granic". Jak zobaczyłem frekwencję, szczęka mi opadła...
Udało mi się zaparkować w miarę niedaleko świątyni tylko ze względu na to, że niedawno padało i nikt nie odważył wjechać się na nieutwardzony kawałek ziemi przy brzegu skarpy
Masa ludzi z okolicy (wnosząc po rejestracjach aut), ale też mnóstwo z połowy Polski, a i perełki typu Łódź czy Gdańsk też się znalazły. Sam stanąłem sobie na placu nieco na uboczu, nieopodal też unikając tłumu modlił się Pospieszalski...
Piękne doświadczenie no i rzeczywiście spore pozytywne zaskoczenie, że tyle osób uznało za wartościowe spędzenie w taki sposób sporej części sobotniego dnia.