Ja moich domowych kaszlaków leczę dębem, ponieważ i mnie się trochę udzieliło, a robotę zaczynam od 2 stycznia, to też się leczę, zmniejszyłem jeszcze centralne, napaliłem w piecyku, na dole 23,4 najdalej od piecyka, u mnie na górze 23,2, otwarte drzwi, ale i otwarta mikrowentylacja w oknach, organizm przestaje walczyć o utrzymanie temperatury, a zajmuje się walką z zarazą.

Działa bezbłędnie, sprawdzone wielokrotnie w starej chacie, gdzie potrafiłem nagrzać się jak w saunie przy kominku, aż pot lał się po nogach. Tutaj aż takiego piekła nie robię, chociaż nie byłoby problemu spalić tyle drewna, żeby ze 40 stopni złapać, ale jest jeszcze inna zaleta, to podgrzanie trzyma bardzo długo, jak się nagrzeją tony betony, płytek, cegieł, to ciepło ucieka powoli. dlatego jak się napali raz na 2 dni, to jest super. W mrozy skończy się bajka, będzie trzeba palić codziennie, albo na gaz się zdać w pełni.

tym, razem z garnka, z dodatkiem miodu i spirytusu.