|
Mi też się zdarza sporadycznie. Tyle, że zazwyczaj jeżdżę jak emerytka, mimo ponad 200 KM pod maską po prostu nie widzę potrzeby zapierdzielania. W zdecydowanej większości przypadków trzymam się zasady "maksymalnie +20 km/h" nawet w zabudowanym na środku pustkowia na dwupasmowej drodze.
Co nie znaczy, że pochwalam chowanie się w krzakach. To żaden argument "nieważne gdzie są kontrole, jakby wszyscy jeździli przepisowo, nikt nie płaciłby mandatów". Dlaczego żaden? Bo nie żyjemy w kraju, gdzie każdy jeździ przepisowo, a wobec tego to jest ogromna różnica, gdzie stoją kontrole prędkości. Komendanci powinni być rozliczani nie z ilości mandatów, a z wpływu konkretnych miejsc na bezpieczeństwo. Za postawienie kontroli w krzakach zamiast przy niebezpiecznym zakręcie, szkole itd. powinny być kary.
Oczywiście nie dziwię się, że policjanci wybierają takie miejsca, skoro góra ciśnie na wyniki, a nie np. spadek ilości kolizji czy potrąceń pieszych. Ale takim komendantom, którzy nie patrząc na swoje kariery słuchają przede wszystkim swojego głosu rozsądku dawałbym medale i dyplomy w formacie plakatów A0.
|