Ja skończyłem na antybiotyku, chociaż nikt nie potrafi stwierdzić, czy to nie wirus.
W środę nie ma problemu dostać się do lekarza, jest jeden doktorek i jedna doktórka, do których nikt nie chce chodzić, wszedłem z biegu do faceta, po telefonie z recepcji, czy mnie przyjmie.
W nocy od kaszlenia bolały mnie oskrzela, więc stwierdziłem, że żarty się skończyły.