Niehandlowa niedziela.
Dookoła wszystko pozamykane, poza oczywiście Żabkami, monopolowymi, stacjami paliw, co tam chcecie. Nie da się zatem nic kupić, grozi nam głód.
Nie robiłem żadnych większych zakupów, nie kupowałem nic poza tym, co zawsze, a mogę sobie w lodówce przebierać. Gdyby mi ktoś powiedział, że sklepy na mrozie nie mogą odpalić, do jutra żyję w całkowitym komforcie, potem kończy się pieczywo i kolejne 4-5 dni jem wszystko, ale w potrawach z ziemniakami, makaronem, ryżem...
W ciemno strzelam, że na pierwszej niedzieli niehandlowej sklepy zarobiły krocie - ludzie nakupowali masę różnych rzeczy (pieczywa, warzyw) w takich ilościach, że je potem wyrzucą.