Nie zabrałem aparatu, chyba dobrze, bo by zamarzł jak wszystko. Poświeciłem po lasach, po dalekich domach... jest tak, na 150 metrów, to wypatrzysz każdego, na 250 widać plamę światła, pewnie stojąc obok, będziesz widział, ale operator latarki, ze swojego miejsca mało zobaczy. Noc do testów była genialna, bezksiężycowa, na takim zadupiu, że można było się zabić o własne nogi, zero oświetlenia w okolicy.
Dawno takich pięknych gwiazd nie widziałem.
Teraz zrobiłem pomiar na mapie, do lasu, gdzie było wszystko widać, odległość wynosiła 180, a nie 150 metrów, a do domu na którym było widać wyraźną plamę światła, 330, a nie 250, także nie jest źle. Otwarty teren oszukuje mieszczuchów.