Kurde.
Zaczął mi się po 5 minutach jazdy przełączać LPG na benzynę, było czuć przed przełączeniem, że się zwyczajnie dusi.
Myślę sobie - filtr. Zmieniłem filtr fazy lotnej i jeżdżę dalej. Minęło 20 minut - dusi się i przełącza.
Dolałem płynu do chłodnicy - wszystko działa. Przez 50 km.
Aaa - sprawdzam auto pod spodem, chłodnica cieknie. Zresztą, już wcześniej trochę dolewałem płynu, ale póki było zimno i termostat nie puszczał na duży obieg, wyciek był bardzo powolny. Sprawdziłem, prosta sprawa, dało się uszczelnić, jestem happy. Jeżdżę dalej... 20 minut.
Wkurzyłem się, ale dotarło do mnie, że jest jeszcze filtr fazy ciekłej. Odkręciłem, patrzę - no rzeczywiście jest już w złym stanie. Niedziela była, ja w trasie, nie miałem jak kupić, wyjąłem i jadę dalej. Działa! ... godzinę.
Stanąłem, macam parownik, gorący (przewody gazowe od niego do listwy chłodne, ale cholera wie, jaką powinny mieć temperaturę). Postałem 5 minut, jadę dalej - przełączył się dojechałem z Lublina 85 km do domu bez problemów.
Wczoraj jedziemy do Lublina, całą drogę ok. Zakupy, inne sprawy, jedziemy coś zjeść. Znów się przełączył, ale ulga - tylko skończył się gaz, zatankowałem, jedziemy dalej.
Wracamy do domu, robi się chłodniej, 60 km i się dziad przełącza

Poczekałem 5 minut - a gdzie, on na LPG jechał nie będzie...
Jak ja lubię awarie typu "zepsuł się rozrusznik, wiadomo, że rozrusznik, bo psując się wybuchł". Z kolei nienawidzę zagadek detektywistycznych... Jeśli bym teraz pojechał do zwykłego mechanika (są magicy, ale mało ich), to pewnie powie po 5 minutach, że nie widzi problemu...
Na chwilę obecną obstawiam:
1. świece (nie wiem, czy to już moja paranoja, ale na benzynie chyba też czasem delikatnie nierówno chodzi).
2. Parownik - jest gorący, to pewnie nie, ale może ten gaz wychodzący z niego powinien być cieplejszy?
3. Wpływ pozycji planety Nibiru na moje auto.
Zacznę od świec...