Wróciłem z oddania prawie tony złomu do naprawy, mówią, że to jakieś linki, jutro będą grzebać, żeby wrócić, to musiałem przejść na drugą stronę szosy, bo tam w Społem mają bilety, kupiłem też prawdziwy chleb z Garwolina, trochę kiełbasy, jak wyszedłem, to spotkałem kumpla ze starych, oj starych czasów, dwa domy nazad, trzeba było coś rozpić w lasku nad kanałkiem, a jak już się rozstaliśmy i szedłem na autobus, to akurat Leszek z Piwosza do domu się zabierał, więc mnie podwiózł do Starej Miłosny.
No to piwo i kończę fasolówkę, brakuje w niej podsmażonej z cebulką kiełbasy.