Cytat:
Napisany przez DarkSlide97
Trzeba być niesamowitym optymistą żeby myśleć, że Zakład Uśmiercania Społeczeństwa wypłaci cokolwiek komukolwiek za 10-20 lat (chyba że swoim sługusom/urzędnikom) a by zakładać że będzie wypłacalny za 50 lat (czyli mniej-więcej kiedy będę przechodzić na emeryturę) to już jest oderwanie od rzeczywistości
Wiem jakie emerytury mają moja babcia i dziadek, którzy pracowali uczciwie przez całe życie i nauczony ich przykładem nie liczę nawet na złamanego grosza od państwa - jeśli zechcę zbierać na emeryturę to sam.
Poza tym większość życia przepracuję za granicą, więc mi to tym bardziej wisi ![:-]](images/smilies/].gif)
|
Trzeba być niesamowitym optymistą wobec własnych umiejętności przewidywania przyszłości, żeby myśleć, że wie się, co będzie za 10-20 lat, już nawet nie wspominając o prorokowaniu na 50 lat do przodu
Podstawowe pytanie: czy te pieniądze, których pracodawca nie wpłaci na Twoje konto ZUS, daje Ci na rękę? Jeśli nie, to zostałeś okradziony i tyle. Mogłeś mieć - powiedzmy - 1000 zł na swoim wirtualnym koncie ZUS. Co byś z tego tytułu miał na starość - nieważne. Ważne, że jeśli ta gotówka została na koncie pracodawcy, to będzie pracowała na jego emeryturę, albo na jego bieżące zachcianki.
Chyba, że chcesz mi powiedzieć, że kwotę tych składek dostajesz do ręki - na przykład w ten sposób, że pracuje was tam kilka osób, część ma umowy i wypłatę x, a Ty nie masz umowy i bierzesz co miesiąc te kilka stówek więcej do ręki niż legalnie zatrudnieni? W to nie uwierzę z prostej przyczyny - gdyby pracodawca chciał Ci zapłacić wszystko, to dla własnego bezpieczeństwa robiłby to zgodnie z przepisami. Skoro i tak płaci, to po co ryzykować? Przecież to jasne jak słońce, że jeśli jesteś zatrudniony na czarno, to tylko żeby zaoszczędził pracodawca, a nie żebyś Ty zyskał.
Wracając do przewidywań przyszłości. Jaka wiedza albo jakie doświadczenia pozwalają Ci na obecny pesymizm? Mój dziadek miał 11 lat kiedy wybuchła wojna. Dwoje jego braci zginęło od wybuchu bomby na jego oczach. Jeden w Katyniu. Masa znajomych trafiła do imiennych lub bezimiennych mogił. Chyba przyznasz, że po wojnie (kiedy powszechnie mówiło się, że niedługo zapewne wybuchnie kolejna, w latach 50. było o włos) nie planował dożyć starości, w to ani on ani jego znajomi nie wierzyli, uważali że mają szczęście mogąc jeszcze te kilka dodatkowych lat pożyć. Sam mi opowiadał, że gdy zmieniając pracę usłyszał od swojego przełożonego, żeby skrzętnie schował świadectwo pracy, bo może mu się przydać do emerytury, tylko z szacunku do wieku nie zaśmiał się mu w twarz. W żadne dożycie do emerytury nie wierzył. Tymczasem okazało się, że nie tylko dożył, ale jeszcze gdyby nie miał tego jednego świstka nie załapałby się na dodatek za wysługę lat.
Każdy miesiąc, który przeżywasz pozwalając okradać się innym, to miesiąc w plecy. Zarobiłeś, wydałeś, nic nie miałeś, nie masz nic. Nie odłożyłeś ani grosza na niezbyt pewny ZUS. Ale też nie zaoszczędziłeś ani grosza na niezbyt pewnym koncie. Nie kupiłeś kilkunastu gramów niezbyt pewnego złota, ani nie nabyłeś kilku niezbyt pewnych akcji. Żebyś chociaż miał te kilka stówek więcej, założył że nowotwór dopadnie Cię w wieku 40 lat, nie ma sensu odkładać i za te kilka stówek kupił tę wieżę, na którą (i fajnie, dobrze mieć takie pomysły) polujesz. Też nie? Też nie, kaska na pewno komuś się przydała, nie Tobie.