Wczoraj wychlałem 4 butelki półtora litra wody z odrobiną syropów, było tak duszno przed burzą, że się ze mnie lało, a byłem nieźle zalatany.
Jadę sobie teraz i wiem, że w domu nie ma piwa, no i szybka myśl, gdzie dzisiaj dostanę piwo z samego rana, dobrze schłodzone i niedrogo? No przecież, że na Grochowie!

Ale trochę nie po drodze miałem, to zjechałem na Przyczółek Grochowski, klimaty te same, blok ekipa, dwa 24h obok siebie, piwo tak zimne, że aż ręce bolały jak brałem, ceny jak w hipermarkecie.