O wiesz co, to jest myśl, bo łycha się wzięła i wyszła, a ja nadal mam za mały poziom płynów. Tych sami wiecie, co na zmęczenie/ból są, i tych wodnistych też.
Bojan, po prostu Bojan, taki lager, otwieram...
Po tym łiskaczu chyba, to mi ten Bojan jakimś drewnem zalatuje, żywicą, ale pozytywnie.

No za cholerę dzisiaj nie stwierdzę jak to smakuje, ale podłe nie jest.