Cóż, nie zazdroszczę tym, którzy teraz budują dom. I chyba jeszcze bardziej tym, którzy teraz lub niedawno wzięli na ten cel kredyt.
Przyczyn drożyzny jest sporo, rzeczywiście większość to sprawy okołocovidowe, choć nie wszystkie. Transfery socjalne (które zresztą same w sobie były dobrym pomysłem), podaż malejąca za sprawą lockdownów w różnym czasie i stopniu obecnych w zasadzie wszędzie, niskie stopy procentowe mające zachęcić do konsumpcji z jednej strony dostępnością taniego kredytu, a z drugiej spadkiem opłacalności lokat bankowych, a wreszcie rodząca się inflacja, która tylko napędza nastroje prokonsumenckie. Jako dodatkowy czynnik napędzający inflację kontynuacja i wręcz zaostrzanie kursu polityki klimatycznej w UE, wraz z mroźną ostatnią zimą w naszym regionie prowadzące do wzrostu cen energii elektrycznej i surowców energetycznych.
Jakbym miał strzelać, to ceny w budowlance doczekają się korekty - bo większość z tych, którzy mieli wydać wolne i obecnie tracące na wartości oszczędności już przynajmniej częściowo to zrobiła - natomiast nie doczekają się nigdy spadku do poziomów sprzed dwóch lat. Drożyzna z jednej strony jest wynikiem problemów z podażą - i to zostanie skorygowane zwiększaniem produkcji a częściowo i spadkiem popytu. Z drugiej strony jednak w tym samym czasie pieniądz tracił przez inflację - i ta część przyczyn wzrostu cen już skorygowana być nie może.
No to

na dobry sen