Po dwóch dniach ciągłego ustawicznego nieprzerwanego nasączania się ankoholem, stwierdziłem wczoraj rano, że pomimo zakończenia procederu wczesnym popołudniem dnia poprzedniego, to nie jestem pewny, że nie posiadam magicznych 0,2 promila z samego rana, więc pojechałem do roboty autobusem i Boltem, raptem 3 dychy, a zero ryzyka.
Ale dzisiaj nasączam się colą z tym łotrem z Ameryki, a do tego piję Krupnik z sokiem jabłkowym i lodem. Były po 2 takie dryny, więc czas na piwo.