To jest do zrobienia, w końcu istnieją diety pudełkowe. O ile się orientuje, nie jest to jakieś absurdalnie drogie, no ale znacznie droższe niż gotowanie samemu.
Alternatywa to niestety albo poświęcony czas, albo naprawdę masa samozaparcia. A przecież dieta sama w sobie wymaga wyrzeczeń.
Sam doskonale rozumiem jak to jest, kiedy wraca się z pracy o 22, nie mając zjedzonego nawet obiadu. Na to po prostu trzeba bardz zwracać uwagę i nie pozwolić sobie wtedy na przesadę.
Na to bardzo pomaga powolne jedzenie - w moim przypadku jest tak, że zanim mózg otrzyma sygnał, że jestem już najedzony, zjadam drugie tyle co powinienem. Po prostu jestem przyzwyczajony jeść w miarę szybko, szczególnie kiedy jestem bardzo głodny. I tu albo trzeba policzyć kalorie, żeby przestać w porę, albo jeść znacznie wolniej.
No i nie muszę chyba dodawać, że ci, którzy nawet lubią wypić wieczorem piwko czy dwa, ale potrafią nic do niego nie podjadać, mają znacznie mniejsze problemy z nadwagą niż ci, którzy w taki wieczór dorzycą jeszcze do bilansu 1500 kcal w chipsach, paluszkach czy czymkolwiek innym

I tu również u mnie bywa różnie, dlatego na czas mojej miesięcznej diety sprzed dwóch lat, kiedy zrzuciłem 17 kg, alkohol odstawiłem całkowicie. BTW, poniżej wykres z tego okresu. Skoki kalorii to tzw. cheat days, kiedy pozwalałem sobie na więcej ale planując to z góry. Na końcu już nie liczyłem kalorii, ale kontrolnie się ważyłem, a ponieważ odzwyczaiłem się od obżerania się, to i waga nadal przez jakiś czas spadała:
No i widać, że za długo w takim reżimie wytrwać się nie da, przynajmniej dla mnie to już było wystarczająco

Dodam, że po dwóch latach jeszcze nie wróciłem do tamtej wagi, zatem o efekcie jojo nie ma mowy, ale i tak myślę nad krótszą (2 tygodnie) dietą i korektą, bo mimo wszystko trochę w międzyczasie przybrałem...