|
Szczerze mówiąc liczyłem na dużo bardziej emocjonujący mecz. Ford mocno się spalił, tak naprawdę to jego kłopoty zaczęły się już przy wyniku 2:3, kiedy zaczął niepotrzebnie stresować się utratą trzech frejmów pod rząd. I potem już było nieistotne, czy utrata punktów była spowodowana bardzo dobrą grą Cartera, błędem Forda czy też jego pechem (wszystkie z tych sytuacji się zdarzały) - co by się nie działo, działało to na niego deprymująco. Ostatnim momentem, który dawał szansę na zmianę, była końcowa partia pierwszej sesji, na 3:6. Wyjście Alistera na prowadzenie 7:3 na początku wieczornej sesji to już było efektywnie niemal przypieczętowanie szans na wygraną.
|