Opłacało się wyjść, bo gość dobrze jak na warunki polskie zapłacił, od 21 teren zamknięty, miejscowi patrolują na rowerach co godzinę, my byliśmy we dwóch, każdy się 4,5 godziny przespał, plus w dzień jeszcze z godzinę komara na zmianę, gdy kierowniczki, wrednej suki nie było.
Stawiają namioty sferyczne, 5 sztuk, ale ciii... tajemnica, nikt nic nie wie co to będzie.
Na pewno będzie impreza masowa, na którą się chętnie przejdę, bo akurat wtedy zdjęć nie ma.
A gość wynegocjował dobrą stawkę, to i ludziom dać potrafi, rzadkość nad rzadkościami.
Jutro musimy do mojego stałego projektu wyrzeźbić kawałki dwóch ulic na Saskiej Kępie, nie wiem, czy w aptece jest coś przeciwwymiotnego bez recepty, ale chętnie bym przyjął, bo znowu usłyszę mądrości "artystów" i "inteligentów", bo inni przecież nie mieszkają na Saskiej Kępie.
A, jeszcze jest masa konfidentów, ale ja mam wszystkie decyzje z miasta, łącznie z zajęciem na oświetlenie 4 x po 1 metrze kwadratowym. Więc jak wezwą straż miejską, bo my będziemy sygnalizować wieczorem pachołkami, że są znaki, to ja, tradycyjnie, wezwę im o 6 rano, każdy dostanie 100 złotych, mandatu.

Jak Kuba Bogu...
Wracając do tematu, jem kurczaka po węgiersku, co go wczoraj okazji jeść nie miałem, no i popijam Noszakiem.