Oj tak, wiem to aż za dobrze. Najpierw rzeźbimy coś, co działa. Cieszymy się zamierzonym efektem. Oczywiście takie błahostki zostawiamy na zaś. W głowie jest jeszcze plan usprawnienia/uproszczenia/uładnienia, ale to na spokojnie, jeszcze się przemyśli. Oczywiście w międzyczasie zajmujemy się innymi, nie cierpiącymi zwłoki, sprawami. No a po czasie odkrywamy Amerykę - po co kombinować z czymś, co działa, przecież jeść nie woła. Będzie potrzeba, to się zareaguje.
A ja lubię kabelki widzieć. Ukryte w maskownicach, peszelach czy innych kanałach stają się tajemną pajęczyną. Rozkminiać coś takiego po latach jest czymś samym w sobie. Dodatkowo, przynajmniej mi się tak trafia, przy takich udoskonaleniach wychodzi, że istniejące kable okazują się za krótkie i dylemat co robić - wymieniać, czy pierdzielić to i zostawić, jak jest