Zrobiłem przez nieuwagę w domu 23,4 stopnia (w salonie, w sypialniach jest po 21-22). Gdybym opalał rzułtym licznikiem kosztowałoby mnie to jakiś gazylion złotych, a tak jestem uboższy o pół taczki przesezonowanego grabu (kupiony w nadleśnictwie, metry liczone uczciwie z uwzględnieniem powietrza), koszt pół taczki jak na dzisiejsze czasu to jakieś półdarmo. No tak, plus cięcie, rąbanie, układanie - ileż to razu Starbuniu mi przepadł... (w zasadzie to zero, nie przepadam za Starbuniem, a wyjazd na snookera może jeden na rok

)
I pomyśleć, że reaktory atomowe czwartej generacji, w wersjach o niewielkiej mocy, gdyby się za nie porządnie zabrać, mogłyby:
1. Zasilać ciepłem cale miasteczka/duże osiedla,
2. Wykorzystując odpady z dużych elektrowni, które:
a) są tanie, bo taka elektrownia jeszcze zapłaci za utylizację w inny sposób niż tradycyjny,
b) są bezpieczne, bo same są już tylko średnioaktywne, a w ich produktach rozpadu nie ma już niemal w ogóle wysoko i średnioaktywnych izotopów, a niskoaktywnych jest bardzo niewiele,
a zatem c) po ich użyciu nie ma już w zasadzie kolejnych problematycznych odpadów, bo uzyskujemy mieszankę izotopów stabilnych z domieszką niskoaktywnych,
a niektórzy - chyba zbytni optymiści - mówią, że d) nawet te niskoaktywne da się skłonić do rozpadu traktując je mieszanką fal 5G, miłości i syropu klonowego.
Tak się rozmarzyłem przy