Znam jednego takiego co szybko pije, już się drugi dzień nie mogę do niego dodzwonić, bo ciężko trafić w fazę niecałkowitego ścięcia białka, a skubany ma moje parę złotych, no ale cóż, siła wyższa...
Byłem w Żabce, bo mi się liczba piw w ekosystemie mnie otaczającym nie zgadzała, ruch jak w ulu.
To teraz trzeba jeszcze zjeść kanapkę z rozpływającym się w gębie boczkiem, popić piwem, no i można przyciąć komara pod kołderką.