Dzisiaj rano rześko było, lekki przymrozek na obrzeżach Otwocka, Krzysiu, kiblowy, metr pięćdziesiąt wzrostu, ksywa Koszykarz

, woła mnie na jednego, no to czemu nie...

Za chwilę zobaczyłem, czemu nie, chłopaki rozpijali Gorzką Żołądkową, którą ja nazywam pastą do podłogi, więc musiałem odmówić.
Teraz weszło gigantyczne cappuccino z 4 espresso i masy spienionego mleka, tak mi się kawy chciało, bo ta z garowozu nie dała się pić.