Ja z kolei jadę dziś do Lublina, będzie

i spotkanie z bracią studencką
Kurde, za moich czasów (można się śmiać, mam takie odczucie, że to było wczoraj, a to było niemal 20 lat temu) to się wsiadało w zatłoczonego busa, następnie w miejski z wszystkimi tobołami i tak wracało ze Świąt

Pamiętam rok, kiedy w dniu powrotu było -17 i o dziwo przy takiej temperaturze sporo śniegu. Przeszliśmy z żoną (wtedy jeszcze dziewczyną) z busa na przystanek i czekaliśmy na empeka. Najpierw dwa nie przyjechały, potem trzeci był tak zatłoczony że nie było mowy o zabraniu się, więc poszliśmy z buta z dworca w Lublinie na Racławickie (to jakiś kilometr) i dopiero tam dorwaliśmy trolejbus... Zdarzyło nam się w Tatrach zawrócić ze szlaku z powodu opadów i wzrastającego zagrożenia lawinowego, ale nawet wtedy tak nie zmarzliśmy jak tego dnia przy powrocie z przerwy świątecznej