Włączyli mnie.
Jest jedno ALE - przyjechał koleś który na zlecenie energetyków piłą łańcuchową "naprawia" leżące na liniach drzewa, po czym gdy drugi koleś (tym razem z energetyki) potwierdzi swoim kumplom na podstacji że linia czysta - włączają prąd. A to "ale" to fakt, że słupy jak były przekrzywione to tak zostały, odgałęzienie NN na którym jestem jest częściowo przerwane i gołe przewody luzem wiszą sobie ze słupa. Także więc wystarczy jakiś większy wiaterek który ruszy te luźne druty i wywali bezpiecznik na moim odgałęzieniu. A nawet jeśli nie wywali, to 2 inne domy podpięte do tego odgałęzienia nadal nie mają prądu, zatem to odgałęzienie i tak prędzej czy później będą musieli rozłączyć by naprawić co nadal jest zepsute.
A w dużym skrócie - włączamy na "hurra" i co ruszy to ruszy, a co się wysypie to się później będziemy martwić. I tak od dekad całych się dzieje.

do obiadu.