W ciągu ostatnich paru dni idzie się roztopić. Nie wiem, czy rzeczywiście chodzi o rekordowe temperatury czy po prostu się starzeję, ale w ciągu dnia między 10 a 15-16 przebywanie na zewnątrz to mordęga. Zwłaszcza w zabetonowanym mieście gdzie wszystko jeszcze paruje od podłoża.
W przyszłym roku biorę urlop albo w okolicy kwietnia/maja albo dopiero we wrześniu. Co mi po wolnym, skoro połowe dnia trzeba siedzieć pod dachem żeby jakoś przeżyć