Jestem, jestem.
Wypiłem puszkę elektrolitów chmielowych i już miałem ochotę dać sobie na dzisiaj spokój i się lenić, ale jeszcze przelałem wpisowe na najbliższe zawody. Potem popatrzyłem na moje miejsce w ubiegłym roku, porównałem z obecnymi wynikami treningowymi i zrobiło mi się żal tracić jednego treningu na pół miesiąca przed startem, bo jest pole do rekordu (a w ubiegłym roku było pudło w kategorii wiekowej, sam dół, ale można w tym powalczyć o poprawę). Zatem wbijam cztery litery w rajtki, opuszczam na chwilę mecz Allena ze Slessorem i pędzę