Piątek był pracowity. Olej w corolce wymieniony. Później przyszedł czas na wymianę przekaźnika rozrusznika w traktorku. Przekaźniki zamówiłem dwa różne, w różnych sklepach. Wymiana o tyle nieprzyjemna że przekaźnik oczywiście jest w takim miejscu że trzeba mieć rączki dwuletniego dziecka i minimum trzy przeguby na nadgarstku, ale jakoś sobie dałem radę. Pierwszy przekaźnik odpalił od strzału, przy drugim odpaleniu się skleił!
Wywaliłem go, w tym czasie kurier przywiózł drugi (1szy przyjechał DPD, drugi GLS), i tu już skuchy nie było. No ale co ciepłych słów poszło to tylko ściany szopy wiedzą.
Trzy

poszły w trakcie, ale robota zrobiona.

poranna.
Aha, trzeci, tym razem całkiem oryginalny, amerykancki przekaźnik idzie do mnie z Francji, zamówiony tak na wszelki wypadek.