Ładnie, coraz ładniej i tak jeszcze dziś i jutro. Potem może być mniej ładnie, ale wczoraj się nie urodziliśmy, mamy październik... Pomny tego nie daję się nabrać i od kilku dni popylam w czapce, czy jest poranny przymrozek, czy popołudniowy tylkolekkichłód.
Czy to coś da, czy nie nie wiem, bo mamy w pracy takiego, co to przyłazi nawet jak łazi ledwo. Jakby ktosie z ewidentnymi objawami infekcji (a ten w poniedziałek nie mógł słowa powiedzieć) po zarażeniu innych musiał się solidarnie z ZUSem składać na chorobowe tych, którzy zachorowali po nim, to by się trzy razy zastanowił, czy iść do pracy czy jednak siedzieć w domu. I to by było z korzyścią dla ZUSu, bo niby chory w domu to koszt, ale chory w pracy to potencjalnie znacznie większa strata.

, odpalam zmywarkę i idę