Wczoraj w nocy połączyłem trening z przyprowadzeniem auta, którym dostałem się do mechanika odbierając samochód żony. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie to, że ostatnie 2 kilometry musiałem biec nie po naprawdę poprawnie odśnieżonej ścieżce, tylko po zaśnieżonym, chwilami oblodzonym chodniku. To oczywiście mimowolnie uruchomiło wszystkie mięśnie stabilizujące. No i niby świetnie, je też należy ćwiczyć (dlatego np. w ciepłe dni zalecane jest przeprowadzanie części treningów na miękkim, nierównym podłożu typu leśne ścieżki), tylko że efektem jest dzisiaj ból wszystkiego

, a za chwilę jadę na

do krwiodawstwa