Ciekawość zwyciężyła, ruszyłem tyłek

Sprawdziłem, do tej pory najzimniejszy trening (12 km) zrobiłem w -9 stopniach, dziś pobiłem ten wynik o ponad 10. Tym razem dystans był krótki, zaledwie 4 km. Okazuje się, że da się w takich warunkach biegać komfortowo, tylko trzeba bardzo się przyłożyć. Górę stroju dobrałem bardzo starannie i w ogóle nie było mi zimno, to samo o dziwo w stopy. Natomiast drobny błąd i założenie długich ale niezbyt grubych spodni (gdzie przecież przy zerze biega się w krótkich) spowodowało, że byle wiaterek był bardzo odczuwalny.
Nie widzę sensu takiego działania, skoro można pójść na bieżnię, albo w dzień pobiegać w słońcu przy -10, ale w razie konieczności bez problemu dałoby się zrobić normalny trening, może z ograniczoną intensywnością (dzisiaj pobiegłem po 4:46, za sprint rzeczywiście bym się raczej nie brał).
A w międzyczasie padł u mnie wieloletni rekord zimna, temperatura oficjalnie na najbliższej stacji dobiła do -20. Oczywiście to na wysokości 2m...