Miałem wczoraj podjechać i sprawdzić warunki na trasie dzisiejszych zawodów, ale że w mieście śnieg został tylko na nielicznych zaspach, to dałem sobie spokój. Trzeba było jechać, a tak całe szczęście, że żona miała chwilę i dowiozła mi na czas buty trailowe - na nasłonecznionych fragmentach trasy było błoto, na choć trochę zacienionych (80%, to dukt leśny) do wyboru - lód na drodze lub 5 cm śniegu na poboczu. Niektórzy mieli bieg przez płotki, bo musieli przeskakiwać nad tymi, którzy się przewrócili, na przodzie na szczęście było spokojniej (biegłem i ukończyłem czwarty).
Taka ciekawostka (urok biegów organizowanych przez ludzi na co dzień zajmujących się czymś innym) - pokręcili dystans. Znam trasę, kiedy dobiegłem do miejsca zawrotki ucieszyłem się, że postanowili poprowadzić całe 5 km w jednym kierunku, na tym lodzie często jedna strona była lepsza, tam biegli wszyscy i wymijanie się było bardzo utrudnione. Mniej ucieszyłem się po 3 km, bo okazało się że jednak zawrotka jest, tylko jak dla biegu o kilometr dłuższego

Dawno się tak nie umordowałem, dystans to nie problem, ale tam była walka o każdy metr bez upadku...
Wygląda na to, że w dzisiejszym finale za wiele niewiadomych już nie ma. No - może ile jeszcze potrwa, bo czyim zwycięstwem się zakończy to już raczej jasne. Zaraz parzę

i odpalam mecz, zawsze to można się zdziwić...