Zapytam z ciekawości - odkładasz jakieś środki (w dowolnej formie - gromadząc pieniądze, inwestując w złoto czy inne nieruchomości) na swoją emeryturę? A ilu wśród Twoich znajomych to robi?
To pytanie ma bardzo dużo wspólnego z OC. W Polsce OC dla posiadaczy pojazdów mechanicznych jest obowiązkowe, a dla rowerzystów nie. Równocześnie płacenie minimalnych składek ZUS jest obowiązkowe (zresztą za pośrednictwem pracodawcy jeśli nie ma się działalności) a dodatkowe odkładanie na emeryturę - nie. I z jakiegoś powodu część ludzi krytykuje rowerzystów za niewykupowanie OC, a mało kto gani pracowników za niedbanie o swoją emeryturę.
Dlaczego? Przecież argumenty są identyczne. Oba wydatki nie są obowiązkowe. W obu przypadkach są potencjalnie bardzo potrzebne (rowerzysta może nie mieć wypadku, a pracownik może nie dożyć emerytury, ale i tu i tu istnieje prawdopodobieństwo że jednak się przydadzą, ba! - u pracownika nawet większe że jednak wieku emerytalnego doczeka).
Ilu kierowców nie płaciłoby OC od samochodu, gdyby nie musiało? To wystarczy popatrzeć, ilu nie płaci nawet teraz, a przecież dziś są wyłapywani już nie tylko jeśli mają pecha i załapią się na wyrywkową kontrolę, a kara za brak jest niemała. Gdyby OC pojazdów mechanicznych było dobrowolne, słyszelibyśmy te same argumenty co w przypadku rowerów - "tyle dziś wydatków", "z czego wezmę" itd. Te argumenty są dla mnie zabawne, bo my ogólnie jako społeczeństwo (przynajmniej większość z nas, ja również) pieniądze wydajemy w sposób wręcz śmieszny. Jeśli ktoś ma w domu TV 55, 65, 75" to znaczy, że stać go na OC. Dlaczego? Bo OC jest ważniejsze niż telewizor i jeśli myślał, że może mu nie wystarczyć na OC, to trzeba było nie kupować TV. Tak, naprawdę, bez niego da się żyć. Tak, naprawdę, mam na myśli nie kupno mniejszego, tylko - jeśli trzeba, zwykle nie trzeba - nawet w ogóle nie kupienie. Jeśli ktoś "zarabia tak mało, że nie stać go na OC", to na pytanie "kiedy ostatnio piłeś alkohol" odpowiedź musi brzmieć: "nie piję w ogóle, OC jest ważniejsze, dopiero kiedy zapłacę OC i jeśli mi coś zostanie kupuję napoje alkoholowe". To samo dotyczy pytań: "kiedy ostatnio jadłeś w restauracji", "kiedy ostatnio byłeś w kinie", czy tym bardziej "kiedy ostatnio wylatywałeś na wakacje do Hurgady".
I teraz: dokładnie to samo powinno dotyczyć naszych planów emerytalnych, czy dużo bliżej - naszej aktualnej poduszki finansowej na wypadek utraty pracy/choroby/nagłego wydatku. Jeśli ktoś mówi: "dostałem zwrot z podatku więc wymieniam płytki w łazience" i zamierza na to wydać cały zwrot, nie mając żadnych oszczędności - to dla mnie jest to równie niemądre myślenie, co gdyby wydał pieniądze na płytki zamiast na zakup OC. A przecież ludzie nie tylko nie mają oszczędności, nie tylko wydają natychmiast na rzeczy które mogą poczekać wszystkie dodatkowe przychody (zwrot podatku, premia) ale jeszcze zaciągają na takie "potrzeby*" kredyty konsumenckie.
Dlatego zgadzam się z Tobą, że rowerzyści powinni rozważać zakup OC, ale trudno mi ich w czambuł potępiać jeśli tego nie robią, bo my generalnie źle nadajemy priorytety naszym wydatkom - zapewne Ty też, choć być może srodze się mylę (jeśli tak, to przepraszam). Ja np. mam jakąś poduszkę finansową, ale praktycznie nie odkładam niczego na emeryturę. Nadpłacam czasami kredyt hipoteczny (niewiele mi go już zostało), ale pozwalam sobie na wydatki których nie powinno być w moim budżecie dopóki nie spłacę hipoteki do zera (np. potrafię czasem kupić łiskacza za 150 zł).
I tak, człowiek czasami musi troszkę odpuścić, nie można żyć ze ściśniętymi oburącz jajami przez całe życie. Czasem nie tylko można ale i trzeba wydać parę groszy tak zupełnie luźno na przyjemność, na głupotę. Ale wielu ludzi nie ma nic na górce, narzeka że nie ma nic, a jeszcze to nieposiadanie niczego uważa za pretekst żeby dalej nic nie posiadać, bo wszystko co tylko mogłoby potencjalnie zostać tą górką natychmiast wydaje: nowy rower (zamiast zadbać porządnie o stary), klima do salonu (w sypialni już jest), co chwila urodziny w knajpie, imieniny w lokalu, wakacje, city breaki, 16 subskrybcji cyfrowych platform (trzeba mieć je wszystkie - jak Pokemony) itd. itp. No takie życie, Panie
*to nie są potrzeby, potrzeba to coś czego nie da się ominąć, jak wymiana oleju w aucie