Mi raczej chodzi o to, że po ludziach, którzy nie zastanawiają się za wiele nad swoim bezpieczeństwem, jeśli miałoby to cokolwiek ich kosztować tu i teraz nie spodziewałbym się myślenia o bezpieczeństwie innych. Doskonale rozumiem, że wypadki chodzą po ludziach i któregoś dnia mogę się zamyślić/zagapić za kierownicą roweru, tak jak mogę za kierownicą auta. Tylko czy to nie jest jednak problem systemowy, skoro ubezpieczenie nie jest obowiązkowe? Ludzie nie płacą OC dlatego że są odpowiedzialni, ale dlatego że muszą. Dowód? AC wykupuje co czwarty kierowca. A pewnie i tak część z nich tylko dlatego, że tego wymaga leasing czy umowa.
W teorii dla Ciebie nie powinna to być wielka różnica - jak Ci rowerzysta zniszczy cokolwiek, to odpowiada tak samo z OC czy bez, różnica jest z kim to załatwiasz. W praktyce rzeczywiście jest spora szansa, że będzie Ci trudniej z rowerzystą niż ubezpieczycielem, chyba że trafisz na osobę, z którą idzie się dogadać (a o to tym łatwiej im szkody mniejsze). Natomiast co do kwestii ucieczki... Myślę, że jeśli nie będzie Cię przy aucie, to i ktoś z OC może uciec - nie wszędzie są kamery, nawet jak są to rowerzystę trudniej znaleźć bo pojazd nie ma tablic. To już kwestia uczciwości...