A wykopię sobie temat sprzed roku
O tym czym będę jeździł to miałem różne wyobrażenia, natomiast moje oczekiwania zweryfikowała rzeczywistość rynku samochodów używanych. Konkretnie tych w kwocie do kilku tysięcy, bo taki miałem budżet. 3/4 samochodów które oglądałem nie powinno przejść jakiegokolwiek przeglądu, zaś sam bałbym się nimi pojechać po bułki do Lidla
Dziury w prograch, dziury w błotnikach (to tam jeszcze nic), silniki zarzygane olejem, dziury w podłodze, przegnite na wylot podłużnice, rudawo-brązowe podwozia (dosłownie całe), mocowanie tylnej belki na słowo honoru, dziurawe mięciutkie tłumiki ze "sportowym" brzmieniem...
Finalnie zakupiłem sobie Toyotę Corollę - kompletnie przez przypadek, akurat trafił się egzemplarz ze zdrowym i twardym podwoziem (było konserwowane), który palił na strzała i dobrze się nim jeździło. Co prawda nie ma żadnego wyposażenia (dosłownie), ponadto co okazało się podczas pierwszych miesięcy eksploatacji - (bardzo) lubi olej, wciąga spokojnie miarkę na 1000 kilometrów

Natomiast biorąc pod uwage że Toyota kosztowała tyle co miesięczna minimalna - mogę z tym żyć.
Natomiast auto jest kompletnie niewzruszone na przeciwności losu. Odpala dosłownie za każdym razem (w zimie stało ponad tydzień na mrozie i odpaliło za pierwszym razem) i zawsze dojeżdża do celu. Ponadto po inspekcji u mechanika okazało się że 90% części jest oryginalna sprzed ćwierć wieku - poprzedni właściciele chyba tylko olej wymieniali. Wymieniam tylko niezbędne rzeczy eksploatacyjne i na tym koniec.
Planuję tym pojeździć jeszcze może rok albo półtora i pomyślę o zmianie na coś innego (niekoniecznie nowszego

).