|
Ech widze ze topic miejscami agresywny sie robi.
Faktem jest ze obie strony tego konfliktu sa siebie warte, po obu stronach sa ludzie ktorzy maja interes w jego kontynuacji. Palestynczycy - doskonale widza kto gdzie i w jaki sposob angazuje sie w dzialania terrorystyczne i mimo daklaracji checi nic nie robia zeby to jesli nie zlikwidowac to chociaz ograniczyc; Izrael zas - ciagle robi cos co Arabow doprowadza do szalu, a to nowe osiedla na zachodnim brzegu a to jakies blokady ktore tylko powiekszaja biede Palestynczykow, co jakis czas akcje w poludniowym Libanie, teraz sprzatneli Jassina...
Byl czlowiek ktory probowal to zmienic, I. Rabin, powoli bo powoli ale widac bylo ze mu jakos idzie, i co sie stalo - ano sami Zydzi go zalatwili bo za bardzo byl ugodowy. Arafat tez mial okres, ze wydawalo sie ze zalezy mu na faktycznym pokoju i byly na to szanse, no i tez jakos nagle utracil poparcie Palestynczykow i teraz nawet nie wiadomo na ile sie jeszcze liczy, poza tym ma juz swoje lata i jest schorowany. A swiat sie biernie temu przyglada, nikt nie chce pakowac sie w ten kociol, USA byc moze moglyby jakos wymusic rozmowy pokojowe, ale tez wyglada ze ten status quo im odpowiada.
Co by nie mowic zabicie teraz Jassina bylo politycznym bledem biorac pod uwage obecna sytuacje na Bliskim Wschodzie, w tym w Iraku. W dodatku okazalo sie ze ten legendarny terrorysta to byl dziadek na wozku inwalidzkim, w dodatku niewidomy, i pewnie zaniedlugo sam opuscilby ten ziemski padol czym ucieszylby Zydow a Palestynczycy nie plakaliby po nim bo notowan za wysokich to on jednak nie mial. No a teraz...?
__________________
Pozdr./Grzeniu
|