
pracowania to tez byla poroniona... 8 godzin lekcyjnych trwala w 5tej klasie

z czego 2h to bylo kompletowanie sprzetu, 1h weryfikacja czy on dziala, 30min szukanie nowego - dzialajacego. laczenie - 1h czekania az gosc podejdzie, 30min sprawdzanie ukladu (bo cos zle podlaczylismy) a na koniec stwierdzenie, ze to znow jakies niedzialajace uzadzenie/kabel.
na pomiary zostawalo malo czesu, na zapoznanie sie z dokladnym dzialaniem i "zjawiskami" jeszcze mniej.
a po seri 6ciu cwiczen 3godzinny wprawdzian... z ktorego polowa klasy miala 3 - jedynki oczywiscie...
graficznie: " 1 1 1 "

potem (pod koniec semestru) byly poprawki - bylo 3nauczycieli prowadzacych ten przedmiot i u kazdego trzeba bylo zaliczyc, albo miec srednia pozwalajaca na przejscie. Jeden gosc nick-Faszysta... co to za baran... potem byl promotorem mojej pracy dyplomowej. Uniego zawsze mialem 1. u raszty jakos sie czlowiek wyciagnol, sradnie wychodzilo powiedzmy 2.
A w nastepnym semestrze cala historia sie powtarzala...
ale jakos skonczylem