to był japoński fim?
myślałem, że made in china...
nieważne.
było w nim kilka fajnych scenek.
oczywiście, ostatnia najlepsza - motyw ze śniegiem
zacząłem oglądać Aleksandr'a...
poza świetną muzyką vangelisa film jest taki sobie.
rozumiem, że reżyser chciał zrobić z tego bardziej film autobiograficzny, niż sieczkę znaną z troi.
tyle, że powstało z tego dzieło strasznie "przegadane" - dobijały mnie momentami długie, a do tego nudne dialogi, ciągnące się czasem po kilkanaście minut.
tak na marginesie - grają w nim fajne laski