|
Na temat natknąłem się przed chwilą.
Aż mi łezka się w oku zakręciła...
"Manewry morskie"...
Gdzieś w domu lub piwnicy mam grę i instrukcję, ostatni raz grałem w 1981. Trzymam ją przez sentyment. Kiedyś wydawała mi się rewelacyjna, gdy urodził mi się syn nie wyrzucałem naiwnie sądząc że kiedyś będzie się nią zagrywał tak jak ja. Ale moi synowie wolą komputerową rzeczywistość.
Przechowywałem ją pieczołowicie i strasznie się zdziwiłem widząc ją kiedyś (jakieś 3-4 lata temu) w jakiejś księgarni. To samo pudełko, plansza, inne kolory pionków. Nie wiem kto to po tylu latach znów wypuścił, producentem mojej była jakaś Sp-nia Inwalidów.
Może są zatem jeszcze szanse by to gdzieś trafić.
Robs, jeśli ci zależy - odnajdę grę, po raz ostatni zapytam synów czy ich to interesuje, jesli oleją sprawę - niech ci służy.
Gra była prościutka, turowa. Zasady pamiętam do dziś. Celem gry było wysadzenie desantu w porcie przeciwnika lub zatopienie okrętu desantowego przeciwnika (był tylko jeden), co uniemożliwiao wykonanie desantu. Najsilniejszą jednostką był krążownik.... Co tu gadać.
Pamiętam, że przestałem się interesować "Manewrami" gdy odkryłem "Bitwę morską". Miała plastikowe miniaturki okrętów i samolotów (po 3 samoloty na lotniskowiec). Możliwy był atak lotniczy, no i przede wszystkim - nie miała mankamentu "Manewrów" polegającego na tym, iż nie wiedziałeś jakim okrętem jest dany pionek przeciwnika. Bardziej przypominała szachy, wykluczała przypadkowość. "Bitwę" także mam, kompletną, jeszcze w nią z synem kiedyś zagram. Polecam, można zbudować oczywiście własną planszę i tworzyć własne floty. Zasady są proste, a moim zdaniem frajda kilkakrotnie większa niż z "manewrów".
__________________
Pozdrawiam,
dejmag
|