Cytat:
|
Napisany przez -Sid-The-Rat=>
i tu 47 trafił w sedno - trzeba twardo odróżnić owczy pęd i lans od autentycznych emocji - to, że kogoś dane zdażenie guzik obchodzi nie znaczy to, że ci, którzy jednak przykładają do niego miare są idiotami - a takie wnioski można wysnuć z niektórych wypowiedzi
a co do TV - prawda jest taka, że gdyby się cierpienie na ekranie nei sprzedawało to nikt by tego na sprzedaż nie wystawiał - więc sami jesteśmy temu winni - przyznam, że sam śledziłem przebieg wydarzeń, ale już jestem zmęczony natłokiem, informacji z każdej strony
ilu święcie oburzonych relacjami i, pozwolę sobie zacytować, szopką medialną samemu ją oglądało? z czystym sumieniem zakładam, że większość
gust się ludziom stoczył, emocje już tylko w serialach, bo w realu trzeba być cool i niczym się nie przejmować
tylko po co wtedy żyć?
|
Właśnie o tym pomyślałem, że pisząc poprzednie posty, pominąłem jednak osoby szczerze przeżywające śmierć Papieża. A takie osoby są i jest ich naprawdę bardzo wiele. Co prawda tutaj też nie do końca podoba mi się to medialne nagłaszanie tego smutku, płaczące osoby wypowiadające się do kamery, ale w porządku, jeśli to komuś pomaga, to róbmy to dalej. Na pewno w sercu wielu osób pojawiła się pustka, którą w jakiś sposób trzeba zapełnić. Tylko pewnie nikt nie wie, jak.
Dla mnie po prostu to wszystko, co się dzieje, tylko niepotrzebnie dodatkowo pogłębia smutek, jaki pojawił się po śmierci Papieża. A przecież można do tego podejść w zupełnie inny sposób, i to wcale nie niewłaściwy. Coś w stylu, jak zrobił to serwis Joe Monster. Przekonałem się już w swoim życiu, że strata bliskiej osoby jest tym cięższa, im bardziej skupia się na jej ostatnich chwilach, nierzadko wypełnionych cierpieniem. A to, co naprawdę pomaga, to przypomnienie sobie chwil wesołych, szczęśliwych. Wyobrażenie sobie momentów, kiedy osoba, która odeszła, była naprawdę szczęśliwa, cieszyła się życiem. Wtedy śmierć staje się łatwiejsza do zaakceptowania. Pojawia się jakieś wewnętrzne zrozumienie i pogodzenie z nieodwracalnym faktem..
I tak trzeba by robić, pokazywać te momenty, przypominać najwspanialsze chwile z życia. Cieszyć się nimi jeszcze raz, a potem pozwolić Papieżowi odejść. Pamiętać o nim, szanować go i jego wspomnienia, ale nie rozpaczać, co najwyżej spróbować w jakiś sposób sprawić, aby jego śmierć nie poszła na darmo i zmieniła ten świat na lesze. A czy tak będzie, zależy od nas wszystkich i od każdego z osobna.
Nad tym należy się zastanowić i do tego dążyć, ale nie na siłę pokazywać swoją "solidarność" z Papieżem i smutek po jego stracie. Pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że nie tego Papież by chciał...