Dyskusja: Leaving Poland
Podgląd pojedynczego posta
Stary 14.06.2005, 14:02   #8
raven66
dziobák [;
 
Avatar użytkownika raven66
 
Data rejestracji: 08.03.2002
Lokalizacja: KRáK/oFF
Posty: 273
raven66 zaczyna zdobywać reputację <1 - 49 pkt>
Cytat:
Napisany przez zorg
a czy problem nie lezy z innej strony ?
czy aby nie jest tak ze kazdy chcial by odrazu zarabiac krocie tak nie ma nigdzie !!! do wszystkiego dochodzi sie powoli i systematycznie !! a ty sam piszesz ze ledwie 2 ,5 roku pracujesz.
Zebys sie tylko nie rozczarowal tym co zastaniesz za granica ! bo cena za to moze byc wieksza !!!!
to tak jeszcze ja się wepchnę bo chciałem... no właśnie: odnośnie właśnie tej - nazwijmy to roboczo - szybkiej kariery - to przypomniał mi się taki wątek humorystyczny, jak czytałem kilka tygodni temu w Wyborczej wypowiedzi tegorocznym maturzystów, gdzie wśród wielu innych pytań zadawano także pytanie na temat jaką ci maturzyści chcieliby mieć pracę i ile zarabiać;
no i tak czytałem sobie to i czytałem i tak mi się trochę śmiać chciało, jak niektórzy z tych [no offence] młodzików się wypowiadali, że oni nie będą brali pod uwagę pracy za mniejszą kasę niż 20.000 miesięcznie...
szczena mi opadła! ale to i tak wszystko przebił jeden kolo, którego wypowiedź sugerowała, że jak nie znajdzie pracy za kwotę przynajmniej 100 tys. złotych, to nawet palcem w d... eee znaczy w bucie nie kiwnie no i tak pomyślałem sobie cynicznie i przyjaźnie: "życie cię ostro zweryfikuje, mój młody padawanie...***8482;"
[a może nie... jeśli się ma bogatych rodziców albo silne plecy, to można wiele zdziałać w tym kraju - dopisał duch Hopkirka]

chciałbym odnieść się do tej właśnie wypowiedzi i do poprzedniej [cytowanej u góry] - i przedstawić swój punkt widzenia

ja nie twierdzę, że od razu po podjęciu pracy mam zostać prezesem lub co najmniej dyrektorem korporacji i zarabiać kupę kasy, jeździć służbowym mercedesem i wydzwaniać rachunki w wysokości 10.000 zł ze służbowego telefonu - nie, ja zdaję sobie sprawę z tego, że do sukcesów, do kariery czy jakkolwiek inaczej by to jeszcze nazwać, dochodzi się powoli i ciężką pracą...

tylko że... no właśnie - pracuję już prawie osiem lat, i póki co, nie dorobiłem się zbyt wiele no, może przesadzam mam jako takiego kompa, co jakieś pół roku [lub rzadziej] stać mnie na to, aby dokupić do niego jakiś mały elemencik za 200 zeta, mam parędziesiąt książek i kilka płyt regularnie czytuję Nową Fantastykę, bo póki co, jeszcze mnie stać na prenumeratę niestety, jeśli już rozpatrujemy dorobienie się jako np. posiadanie oszczędności, własnego samochodu, możliwość utrzymania tego samochodu, jakiś własny kąt, małe mieszkanko lub coś takiego - tu w moim przypadku nic takiego nie występuje i co najgorsze nic nie wskazuje na to, aby ten trend miał się zmienić

nie wyobrażam sobie jakoś w takich warunkach i przy takiej koniunkturze posiadania dzieci czy chociażby czegoś tak prozaicznego jak ślub z ukochaną kobietą - mimo to, ze zdumieniem obserwuję, że mega-dużo ludzi dookoła mnie [znajomych, kolegów z liceum, ze studiów, przyjaciół, dalszych znajomych, krewnych-i-znajomych] się zaręcza, bierze ślub, często niejednokrotnie zdarza się również że decydują się na dziecko... i tu przyznam, że mam dla takich ludzi mega wielki szacunek, że się nie boją i chcą jakoś to ciągnąć - mimo tego, że sami groszem często nie śmierdzą

oprócz tego, że pracuję, to jednocześnie studiuję zaocznie - kto uprawia taki sport ekstremalny, wie doskonale, że czasami bywa ciężko a czasami nawet bardzo ciężko [i bynajmniej nie myślę tutaj tylko o zagadnieniu utrzymywania się + płacenia za studia]

nie mówię, że zarabiam źle... jak patrzę na moich znajomych, którzy zarabiają naprawdę marną kasę, to mogę powiedzieć że ja i tak zarabiam przywoicie - ale nie dobrze; mieszkanie muszę wynajmować na spółkę, w cztery osoby - nie stać mnie na wynajmowanie samemu [kto mieszka w Krakowie, wie jakie chore są ceny mieszkań i to zarówno do kupienia, jak i do wynajęcia]; wyjazd na wakacje? mogę praktycznie zapomnieć, nie stać mnie na to, żeby nawet raz na dwa lata gdzieś pojechać - mimo tego, że na przykład miałbym zapewnione mieszkanie - to i tak nie ma szans; restauracje? już dawno zapomniałem co to takiego już nawet nie wspominam o np. dentyście praktycznie wszystko idzie u mnie "na bieżąco"

politycy zamiast wziąć się do robienia czegoś sensownego, wymyślają jedynie kolejne buble ustawowe, kolejne sposoby wyłudzenia kasy od szarego zwykłego człowieka, tworzą, śledzą i "odkrywają" kolejne afery na najwyższych szczeblach, a ostatnio popularną rozrywką wśród masy politycznej stała się jak widzę tzw. wojna na teczki - to ja się pytam, jak w takiej sytuacji ma być lepiej? oczywiście, punkt widzenia zależy podobno od punktu siedzenia, wobec czego można wysnuć hipotezę, że siedząc na parlamentarnym stołku świat wydaje się pięknym miejscem... gorzej, że przeciętny szary łoś, taki jak ja nie może tego powiedzieć
__________________
:: powered by Black Folk Szanty Metal ::
:: powered by Irish Folk ::
:: powered by Stary Port ::
raven66 jest offline   Odpowiedz cytując ten post