Podgląd pojedynczego posta
Stary 27.06.2005, 00:54   #13
andrzejj9
the one
CDRinfo VIP
 
Avatar użytkownika andrzejj9
 
Data rejestracji: 08.12.2002
Lokalizacja: Wrocław
Posty: 17,901
andrzejj9 jest świetnie znany wszystkim <550 - 649 pkt>andrzejj9 jest świetnie znany wszystkim <550 - 649 pkt>andrzejj9 jest świetnie znany wszystkim <550 - 649 pkt>andrzejj9 jest świetnie znany wszystkim <550 - 649 pkt>andrzejj9 jest świetnie znany wszystkim <550 - 649 pkt>andrzejj9 jest świetnie znany wszystkim <550 - 649 pkt>
Cytat:
Napisany przez pawelblu
No ale co z okiem mamy, bo to jest chyba najwaniejsze ??
Rzeczywiście tak i nie chciałbym dawać innego wrażenia. Po prostu w tej sprawie wszystko jest w porządku i mimo, że dzisiaj jeszcze boli, myślę, że jutro powinno już być całkiem dobrze, a za kolejny dzień dwa nie powinno być śladu.

Cytat:
Ja ze swojej strony podam kolejny przyklad warszawski.

Przez 2 dni bolalo mnie ucho i w koncu jak juz bolalo tak ze nie moglem spac bez proszkow, to nastepnego dnia pojechalismy na ostry dyzur (OD). Dzwonimy, sprawdzamy w necie i okazuje sie ze dyzur laryngologiczny dla calej wawy jest w szpitalu bielanskim. No wiec jedziemy przez cala warszawe z wawra na bielany. Szpital wyglada nawet ladnie. Niestety, ladnie wyglada 'standardowy' szpital. OD to sypiacy sie oddzial ktory wyglada jak klatka schodowa starego bloku komunalnego.
Rejestracji nie ma, tylko zwykla kolejeczka do gabinetu. Czekania bylo kilka godzin, ale sie doczekalem. Wizyta przebiegla bez zastrzezen. Okazlo sie ze zapalenie ucha srodkowego. Dostalem jakas recepte i opatrunek douszny z antybiotykiem zewnetrznym. Lekarka powiedziala zeby nastepnego dnia pojechac do zwyklego laryngologa i wymienic opatrunek, a po kolejnym dniu wyjac i wywalic.
Jak nastepnego dnia pojechalem do przychodni to czekalem znowu swoje (z poltorej godziny), po czym lekarka laryngolog powiedziala ze bez skierowania mnie nie przyjmie, a to ze bylem na OD i zalecili mi wizyte w celu wymiany opatrunku ja nie interesuje, bo ona przyjmuje tylko ze skierowaniem od lekarza pierwszego kontaktu z przychodni. Splawila mnie, ale pech chcial ze napisalismy na nia skarge i ta pani juz tam nie pracuje.
Mnie zastanawiają jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze dlaczego to pacjent ponosić ma koszty związane z dojazdem do szpitala, czy na odpowiedni dyżur? Rozumiem jeszcze dojazd we własnym zakresie do najbliższej placówki, ale jeżeli na dyżur jechać trzeba na przykład te wspomniane wcześniej 15 kilometrów, to dlaczego koszty te musi ponosić pacjent, który już zapłacił odpowiednią składkę na świadczenie mu pomocy medycznej? Teoretycznie powinien po prostu wezwać karetkę, która zawiezie go na miejsce...

No i sprawa druga - leki.. Naprawdę nie rozumie, dlaczego to my mamy płacić za leki. Najpierw płacimy za to, żeby w razie potrzeby zostać przez państwo wyleczonym, a potem okazuje się, że jeszcze musimy ponosić koszty tego leczenia. Innymi słowy dwa razy płacimy za to samo. To prawie tak, jak w przypadku dróg - najpierw płacimy za nie podatek drogowy w paliwie, po to, żeby później jeszcze płacić jadąc po niektórych "autostradach". Do tego dołożyłbym jeszcze opłatę za niszczenie się samochodu ze względu na jakość tych dróg, ale jak widać i to nie wystarcza, bo państwo już myśli o kolejnym obciążeniu kierowców związanym w iloscią przejechanych kilometrów. Tu więc mamy już 3, a właściwie i 4 opłaty za to samo, na dodatek płacone bez praktycznie żadnych korzyści zwrotnych.

Ale i to nic, kiedy spojrzymy na opodatkowanie naszych zarobków. Najpierw ogromne podatki płaci pracodawca, przykładowo osoba dostająca na rękę ok. 6000, gdyby nie wcześniejsze obciążenia podatkowe, dostałaby ponad 11 tys. Czyli już na wstępie prawie połowę naszych pieniędzy (przy takiej kwocie) zabiera państwo. Ale to naturalnie nie wystarcza, zaraz potem to my musimy zapłacić podatek dochodowy - w absurdalnych moim zdanie kwotach. Potem założmy, że przyjdzie nam do głowy coś kupić, oprócz podstawowej ceny towaru zapłacimy jeszcze VAT - 22%, czy gdzieś na świecie jest on wyższy? Jeśli jakimś cudem zostaną nam jakieś pieniądze, może postanowimy wpłacić je na lokatę. Ale i tu niespodzianka - państwo i tutaj od kilku lat położy na naszych oszczędnościach łapę, zabierając 20% zysku. Jeśli już nas szlag trafi i postanowimy pieniądze jednak wydać kupując jakąś droższą rzecz, na przykład samochód, okaże się, że musimy zapłacić podatek od wzbogacenia! Dla mnie to już zupełny absurd. Za opodatkowane wynagrodzenie, za otrzymanie którego ja muszę jeszcze zapłacić podatek, muszę potem jeszcze zapłacić pieniądze, jeśli chcę je wydać! Jeśli osoby wymyślające takie przepisy nie widzą absurdu swoich pomysłów, to może chociaż zwróciliby uwagę na pewną granicę dobrego smaku...
__________________


neverending path to perfection..
andrzejj9 jest offline   Odpowiedz cytując ten post