Myślę, że nie bez znaczenia jest styl jazdy, bo nic takiego wymieniać nie musiałem (kilka razy rower był tylko na dokładniejszym przeglądzie i regulacji), a niektórych z naszych wycieczek łagodnymi nie nazwałbym na pewno

(120km po piaskach, leśnych i polnych drogach, z czego droga powrotna w czasie burzy i ogromnej ulewy - rowery po powrocie wygladały tak (my zresztą też

) że w całości wrzuciliśmy je do pobliskiej rzeczki, żeby się trochę wyczyściły. Potem zresztą po tej rzeczce, gdzie nurt jest bardzo szybki, ale głębokość rzadko przekracza metr, próbowaliśmy trochę jeździć - oczywiście w prądem. Ciekawe wrażenia

).
Inne ciekawe wycieczki mieliśmy w "Lądku Zdrój", gdzie wjechaliśmy jakimś cudem na dużą górę (jechaliśmy na nią z 25 km..), a potem z niej zjeżdzaliśmy - i to nie asfaltem

Piaski, skały, strumyczki, trawa i każdy inny rodzaj podłoża mieliśmy po drodze, ale generalnie zjazd był przedni. Choć nie ukrywam, że przedni amortyzator to było to, czego mi wtedy najbardziej brakowało..