Przez ostatni weekend miałem spotkanie ze znajomymi z akademika (studenci i absolwenci), których nie widziałem kilka miesięcy. Jako, że wiekszość z nich to prawnicy bałem się zażartych politycznych kłótni (przy wódce bardzo niebezpieczna sprawa

) i już w drodze stwierdziłem, że będę unikał tematu poprostu. Okazało się, że nie musiałem wcale unikać dyskusji, bo to nie była polemika wcale. Poza tym, mówili o tym tak otwarcie, że możnaby powiedzieć że w ich otoczeniu jest to powszechna opinia.
Żeby być uczciwym musze napisać, że 3 osoby (z ok. 30 które spotkałem) otwarcie poparły PiS (zostali kulturalnie zignorowani), a około 5 nie zdradziło się z poglądami (zabrzmiało jak wyniki badań socjologicznych, ale inaczej chyba nie nakreślę rozmiarów zjawiska).
Można mi zarzucić kłamstwo (nie musicie w tą "historyjkę" wierzyć), ale jeżeli jest prawdziwa to jest bardzo obiektywna, nieprawdaż?
Ps. Pytanie pomocnicze: Kto jest bardziej podatny na zabiegi socjotechniczne - studenci i absolwenci wyższych uczelni czy ludzie gorzej wykształceni?