|
Napisany przez Maciej Rybiński
Armagedon po polsku
Jeszcze nic się nie zaczęło, a już wszystko kończy się katastrofą. Będzie źle, a nawet jeszcze gorzej. Będzie strasznie. Zaczną się masowe prześladowania gejów, lesbijek i innych myślących inaczej. Bez pełnomocnika Kościół katolicki będzie nadal bił nasze żony. Zamiast 3 milionów mieszkań wybuduje się 4 stadiony. Populiści zlikwidują model socjalny i zwiększą podatki. Moherowe berety staną się częścią umundurowania armii, nawet w Iraku, gdzie zostaniemy do następnego potopu. Lizusy wpuszczą do Polski bazy amerykańskie, wobec czego wyrzuceni zostaniemy z Unii Europejskiej, o ile nie zdążymy wystąpić sami wcześniej. Przy stoliku brydżowym miejsce gangsterów i agentów służb specjalnych zajmą słuchacze Radia Maryja i uzbrojeni po zęby funkcjonariusze Urzędu Antykorupcyjnego. Lepper zostanie wicepremierem i zablokuje Radę Ministrów. Tym wszystkim z tylnego siedzenia będzie zarządzał Jarosław Kaczyński, człowiek o podwójnej moralności, o czym zapewniają wiarygodni ludzie, którzy z moralnością nigdy nic nie mieli wspólnego.
Tak wygląda w największym skrócie stan perspektyw Rzeczypospolitej w dwa dni po powołaniu rządu i udzieleniu mu votum zaufania przez Sejm. To już nie jest propaganda, walka polityczna czy spory ideowe. To jest najgłębsze odzwierciedlenie ducha polskiego, stały rys naszego charakteru narodowego - pesymizm integralny.
Przekonanie, że prawdziwym celem polityków, którzy dorwali się do władzy, jest zaszkodzenie całemu państwu i wszystkim jego obywatelom. Polakowi z krwi i kości nie wypada być zadowolonym ze swego państwa, z wolności, demokracji, swobód obywatelskich i relatywnego -w porównaniu z czasami minionymi - dobrobytu.
Polak rzetelny, historycznie umotywowany, wypchany watą gazetową i telewizyjną po dziurki w nosie, nie może nawet udzielić nowemu rządowi dwutygodniowego kredytu umiarkowanego zaufania. Polak musi oponować generalnie i od razu.
Można odnieść wrażenie, że największym nieszczęściem, jakie mogłoby spotkać Polskę, byłoby, gdyby premierowi Marcinkiewiczowi cokolwiek się powiodło. My, Polacy, czulibyśmy się wtedy parszywie, oszukani i znieważeni.
Nie twierdzę, że wszystko jest jak najlepiej, ale nie nadchodzi też chyba polski Armagedon.
|