poszedłem sobie na spacer (i kupić 2 piwa

) jak wracałem zaatakował mnie piesio ze 100 kilo wagi

- fila brasileiro jeśli się coś na portugalskim znam.
zrobiłem unik obracając się, walnął mnie łbem tak mocno w łokieć, że cały czas boli i zacząłem się drzeć - BRZYDKI PIES, LEŻEĆ, SIAD i nie wiem co jeszcze - zadziałało

wiem czyj to pies (komu zwiał) i chyba tylko to mnie powstrzymało od zadzwonienia na policję. za kumpla ma maleńkiego jamnika, który też zwiał i z nim był. spacery wieczorne tylko z moją kaukazicą wchodzą w grę, oprócz przygody z piesiem mijałem takie dwie mordy, że ****a mać.