Kurcze.. z przykrością stwierdzam, że jednak nawet takie mrozy (nawet w sensie, że we Wrocławiu nie jest jeszcze tak źle) uniemożliwiają normalne funkcjonowanie..
Rano próbowałem najpierw zapalić malucha.. Tzn. najpierw musiałem się do niego dostać - oczywiście zamek był zamrożony, ale z tym poradziłem sobie zapalniczką (rozgrzewa się nad nią kluczyk), potem klamka jakoś poszła, a z drzwiami nie było problemów, bo wieczorem, a praktycznie w nocy wysmarowałem je dokładnie silikonem. No ale z zapaleniem nie było już tak łatwo.. Sam nie miał szansy, ale co ciekawe - na kablach od Mercedesa również nie poszedł, co mu się jeszcze nie zdarzyło.. Wepchnąłem go więc do garażu i wziąłem Mercedesa.
Z tym było lepiej do pewnego momentu.. aż zużył resztkę benzyny i potrzebował więcej, a tak w przewodach zamarzła... Już to kiedyś mieliśmy w Warszawie, jak były podobne mrozy, a wyjechaliśmy gdzieś rano.. Potem na szczęście wyszło słońce i rozpuściło, co trzeba. Dzisiaj poszło podobnie, ale samochód wtedy zostawić trzeba było. No więc wziąłem trzeci, który stał w nocy w garażu, więc był na chodzie i nim już normalnie dojechałem. Oczywiście sporo spóźniony...
Ale gorzej, bo w sklepie rodziców (zoologiczny) okazało się, że drzwi skurczyły się od mrozu (uszczelki) i nie da się ich zamknąć.. Tym samym każdy wchodzący klient zostawiał je uchylone i trzeba było od wewnątrz domykać. To w połączeniu z tym mrozem (i niestety wiatrem, co jest najgorsze, bo sam mróz to pół biedy..) sprawiło, że w ciągu dwóch godzin temperatura spadła do dwudziestu kilku stopni do 18. A to już powoli robiło się niebezpieczne dla zwierząt, tak więc trzeba było po prostu zamknąć. Później będziemy się bawili jakoś, żeby drzwi uszczelnić i jutro przy kolejnych mrozach móc już normalnie otworzyć..
W każdym razie.. nieciekawie