Kolejne podejście do robaczków, skończyło się tym, że słonko przygrzało mi za bardzo w mózgownicę i zataczając się (od zawrotów głowy) wróciłam do domu z niezbyt obfitą kolekcją zdjęć.
jakiś motylek okazał się dla mnie łaskawy:
Ten robaczek juz próbował mi zwiać, ale udało się w ostatniej chwili, jak odlatywał:
A ta przepiekna waszka najwyraźniej nie miała dziś ochoty na sesję fotograficzną, jedyne ujęcie jkie wyszło, szkoda, że trawki ją nieco przysłoniły:
A to przypuszczam max możliwości mojego sprzetu, więcej chyba z niego nie wycisnę - mróweczka:
pozdrawiam