|
kiedys stoje na przystanku (poprzednie wakacje) ok. godziny 16 (wracalam z pracy), a dwuch ok. 19-20 lat chlopaczkow bawi sie w taki sposob: gaz, hamulec, gaz, hamulec po czym gaz do dechy i ich nie ma. akurat stalam z kolezanka i zastannowilam sie glosno na ktorym drzewie sie rozbija?? oczywicie inni kierowcy bluzgali na smarkaczy.
wsiadlam w autobus i nagle slychac karetke i policje, nie caly przystanek dalej jeden z tych chlopaczkow wylecial przez szybe samochodu, a drugi swoim samochodem odjechal jakby to nie jego kolega rozbil sie. niestety zabawa tego chlopaka skonczyla sie smiercia.
po kilku dniach kolezanka siostry przychodzi zaplakana i mowi ze byla na pogrzebie swojego ukochanego-to byl wlasnie ten malolat.
__________________
wsciekła baba
|