|
Kiedys bylo tak, ze tytul inzyniera mozna bylo zdobyc tylko na uczelniach technicznych. Mozna bylo "skrocic" sobie studia, jak sie komus spieszylo, i zakonczyc egzaminem inzynierskim. Ten "skrot na inzyniera" na mojej uczelni wynosil jeden semestr, czyli studia trwaly 4,5 roku zamiast 5 - niewielki zysk.
Mozliwe wiec, ze ten licencjat to jakby odpowiednik inzyniera na uczelniach nie technicznych, tylko ze ma sie go po 3 latach.
Co on tak naprawde daje? Wg zaslyszanych opinii pracodawcow nikt nie traktuje go powaznie, licencjaci mysla podobnie....to po co to wymyslili?
__________________
Pozdr./Grzeniu
|