|
Z frontu:
Kilka dni temu PKW chwaliła się jakie to oszczędności porobili. Głownie z dwóch powodów:
1) Nie trzeba było drukować 'książeczki', wystarczyły pojedyncze karty. To dobrze.
2) Jest mniej członków komisji - od 7 do 9 zamiast 11. W Warszawie jest 7. To akurat źle.
Jak wiadomo frekwencja jest większa niż zwykle. W połączeniu ze zubożoną komisją dostajemy zatory, kolejki i inne problemy w lokalach wyborczych. Głownie występowały między godzinami 10.00 a 15.00. Co ciekawe listy rezerwowe na członków komisji wcale nie są puste, więc nawet w Warszawie można by było zrobić komisje 8-os komisje. Tak więc to co widzicie w TV to tylko po części wyższa frekwencja, która jest wyższa, ale nie miażdżąco (ja osobiście przewiduję ok 60% patrząc po tym co się dzieje). W głównej mierze jest to zasługa obcięcia osobowego obwodowych komisji wyborczych.
Żeby było śmieszniej - okręgowa komisja się obudziła i podjęła decyzję że drugie zmiany obwodowych komisji mają być minimum 4 osobowe a najlepiej 5 (przypominam że cała komisja liczy 7 osób do podziału na 2 zmiany). U nas rano były 4 osoby, bo rano jest więcej roboty z przygotowywaniami, a na drugą zmianę zostawiliśmy 3. Ja byłem w pierwszej zmianie. Puściłem już pozostałe 3 osoby do domu bo przyszła druga zmiana, sam się szykowałem do opuszczenia i ok. 13.00 dostałem decyzję o której napisałem powyżej. Otóż oczekiwano ode mnie że ściągnę członków komisji i/lub sam zostanę by zapewnić skład minimum 4-os. a najlepiej 5. A co to oznacza? Ano to że ktoś miałby siedzieć od 5.00 rano aż do wysłania protokołów (czyli zapewne co najmniej do 24.00). Jednocześnie w tym roku była prowadzona bardzo aktywna kampania zachęcająca do głosowania, a sama kampania wyborcza była dość wyrazista, tak więc fakt ograniczenia ilości członków komisji uważam za wysoce nieprzemyślany i zniechęcający na przyszłość zarówno wyborców (kolejki) jak i członków komisji (obłożenie i czas pracy).
|