Zastanawianie sie nad takimi rzeczami jest bezcelowe poniewaz wykracza poza mozliwosci poznania czlowieka. Nawet jak sie skupimy na zyciu od urodzenia do smierci, to nie wiemy czy np. prawdziwa jest teoria predestynacji czy nie. Czy jest sie Panem wlasnego losu, czy juz przy narodzeniu znane sa czas i dokladne okolicznosci naszej przyszlej smierci i calego nieszczesnego zycia

Gdyby teoria predestynacji byla prawdziwa we wszechswiecie, to moznaby bylo stworzyc matematyczny model wszechswiata ktory co wiecej bylby w stanie odpowiadac nam na pytanie o swoj stan dla dowolnego czasu. Wtedy ten zyciowy trud ktory podejmuja miliardy ludzi kazdego dnia wygladalby zalosnie - to wszystko jest i tak juz wyliczone
Kolejna rzecza nad ktora mozna sie zastanawiac to czy przypadkiem to nie wyglada tak ze w reczywistosci swiadoma osoba jestem tylko ja, a cala reszta to statysci mojego zycia, ktorzy pomagaja mi w jego kreowaniu.
Co sie dzieje z czlowiekiem po smierci? A skad czlowiek ma to wiedziec. Skad ma czerpac jakiekolwiek podstawy na formulowanie jakiejkolwiek tezy na ten temat.
CZLOWIEK NIE JEST W STANIE SOBIE ODPOWIEDZIEC NA TE PYTANIA. Wykraczaja one ponad wiedze ktora dane jest mu posiasc. Przykra sprawa.
Natomiast jak sie ktos kiedys w ogole zastanawial nad sensem zycia - czyli nad skonczona liczba lat pojedynczej jednostki (coz za piekne okreslenie zycia), to wlasciwie wiekszego sensu ono nie ma. Jedyny sens jakiego mozna sie doszukiwac to wlasnie zalozenie rodziny i przekazanie tego co sie ma do przekazania nastepnemu pokoleniu. Generalnie jakakolwiek skonczonosc rzadko bywa ciekawa (co widac np. na podstawie wielu dziedzin matematyki gdzie nie poswieca sie praktycznie zadnej uwagi tematom ktore sie ograniczaja do skonczonosci). Tak wiec czlowiek instynktownie dazy do doskonalosci, tzn symuluje sobie nieskonczonosc w jedyny sposob jaki potrafi. W jedyny jaki niestety jest mu dany. W gruncie rzeczy jest to dosc przykre ze zamiast nieskonczonego zycia dostajemy taki 'workaround'. Co ciekawe mozna nawet wyciagnac wniosek ze kazdy kto nie mysli o popelniu samobojstwa chce zyc wiecznie. Bo w koncu czas leci i brak dzialania samobojczego jest akceptowaniem faktu zycia. Tylko czy to nie jest przykre ze to ludzie podswiadomie, na podstawie wychodowanego instynktu samozachowawczego, licza na cos co nie ma szans sie spelnic ...
Wiec to wszystko sprowadza sie do tego ze im kto bardziej naiwny, glupi i ograniczony tym bardziej cieszy sie zyciem jako jakims niewiadomo jakim darem ***322;aski. Oczywiscie to wyglada tak, ze prawie wszyscy przez wiekszosc zycia sa zadowoleni, ale u takiej naiwnej, glupiej i ograniczonej osoby jest to stan ciagly, a osoba ktora cechuje sie jednak pewna przenikliwoscia po prostu pozwala sobie na dlugie chwile zapomnienia w ktorych nie mysli o tym wszystkim i jest zadowolona z zycia, ale to trwa zapewne ok 99***37; jej zycia, a nie 100%. Tzn. swiadomosc skonczonosci i jej skutkow przejawia sie od czasu do czasu. Zreszta trzeba byc tez *****em zeby sie tym zamarwiac non-stop
PS. Teraz mozecie sie zastanowic jak to sie ma np. do 'wyscigu szczur***243;w' i 'uczenia sie cale zycie'. Mozna dojsc do wniosku ze zycie samo w sobie jest niehumanitarne

Jestes zbyt ambitny - spokojnie, paleta szykan jest duza - moze jakis udar za przepracowanie, moze zawal za stres, za zly styl zycia zawsze mamy do dyspozycji raka. A zreszta po co jakikolwiek powod. Mozna przywalic rowniez z nienacka

A nawet jak z tym wszystkim jakos wielkim trudem wygrasz, staniesz na nogi po zalamaniu, to i tak czeka Cie nieunikniony zgon

Witamy w zyciu frajerzy
PS2. Mam nadzieje ze za to co napisalem nie strzeli we mnie jutro (wlasciwie to dzisiaj) piorun.